wtorek, 31 maja 2016

Mieszkanie

Znalezienie mieszkania w Japonii, nie jest raczej trudną sprawą. Jeśli znamy japoński to wystarczy przejść się do biura agenta i zostawić mu resztę. Trudniej może być jeżeli nie znamy japońskiego i chcemy znaleźć mieszkanie będąc jeszcze w naszym kraju. Mi się jakoś udało.

Oczywiście szkoła przysłała mi listę mieszkań, wystarczyło tylko wybrać i wszystko załatwili by za mnie. Jednak ich oferta była stanowczo dla mnie za droga. Średnia cena mieszkań to 50 tysięcy jenów. Wiedziałem również, że można znaleźć oferty o wiele tańsze, więc podziękowałem za ich propozycje.
Jak znalazłem swój pokój? Najprostszym z możliwych sposobów. Wpisałem w google odpowiednią frazę i kliknąłem wyszukaj. Tak natrafiłem na kilka różnych stron, ale ostatecznie zdecydowałem się szukać na jednej i to tylko ze względu na to, że miała dosyć ciekawą opcję wyszukiwania ofert. Wszystkie strony były oczywiście w języku angielskim. Dzięki temu miałem pewność, że akceptują gaijinów bez większych przeszkód. Kiedy w końcu zdecydowałem się na konkretną ofertę, wysłałem za pośrednictwem strony zapytanie. Długo nie musiałem czekać i dostałem maila zwrotnego od mojego agenta z kilkoma prostymi pytaniami. W następnym mailu przedstawił mi zupełnie inne oferty. To co ja wybrałem było wg niego trochę za daleko od szkoły. Teraz też nie mieszkam w jej pobliżu. Podejrzewam, że tamte oferty nie były dla obcokrajowców, albo były skierowane wyłącznie do kobiet. Nigdy się nie dowiem. Co ciekawe mieszkania tylko dla kobiet są o wiele tańsze. Oferty, które mi przesłał za pierwszym razem średnio mi odpowiadały, więc poprosiłem o kolejne. Gdy już się zdecydowałem przesłał mi fakturę, za którą miałem zapłacić i pokój był już mój. W ostatnim mailu dostałem adres mieszkania i mapki z drogą ze szkoły do mieszkania. Zapłata za mieszkanie trochę mi nie wyszła tak jak powinna. Dziwię się, że mój agent miał tyle cierpliwości do mnie. Chciałem zapłacić za wszystko ze swojego brytyjskiego konta, jednak okazało się, że przez ten ogromny spadek wartości funta jaki był na początku tego roku, miałem za mało pieniędzy. Musiałem zrobić przelew najpierw na swoje polskie konto, a dopiero później zapłacić za mieszkanie. Trochę to potrwało. Przekroczyłem termin płatności o dobrych kilka dni, ściemniając agentowi, że już dawno zapłaciłem i że to po prostu wina międzynarodowych przelewów. W rzeczywistości za mieszkanie zapłaciłem na lotnisku w Warszawie jakieś 2 godziny przed planowanym wylotem. Tak więc do ostatniej chwili nie byłem pewny, czy mam gdzie spać  i rozważałem znalezienie jakiegoś hostelu na kilka dni. Na szczęście nie musiałem.

Wynajęcie mieszkania w Japonii jest bardzo kosztowne, dlatego ludzie tak rzadko postanawiają się przeprowadzać. Istnieje wiele opłat, których w Polsce nie ma.
Dla przykładu:

  •  czynsz za pierwszy miesiąc
  • opłata agenta
  • depozyt
  • opłata "dziękczynna" taka opłata przez którą dziękujecie właścicielowi za pozwolenie mieszkania w jego własności. Tego nigdy Wam nie zwrócą.
  • ubezpieczanie od pożaru
  • W przypadku obcokrajowców wymagany jest gwarantor, który za nas odpowiada jeśli coś przeskrobiemy. Nie znamy nikogo, kto mógłby to zrobić więc wynajmujemy firmę. Kolejna kasa do wydania
  • plus jakieś opłaty za sprzątanie
I tak jakoś uzbierało się tych opłat tyle, co moje 3,5 czynszu. Zaznaczam, że wybrałem najtańszą opcję z możliwych. Dlatego nie musiałem też płacić "dziękczynienia", mam wspólną kuchnię i łazienkę z innymi mieszkańcami ale najważniejsze, że mam swój własny pokój.
I tak za każdym razem jak tylko postanowicie się przeprowadzić.
Za swój pokój płacę około 24 tysiące miesięcznie, zależy od tego ile prądu zużyję. Jest to ponad dwa razy mniej niż to co oferowała mi szkoła.

poniedziałek, 30 maja 2016

Japońska biurokracja

Po Restauracji Meiji w 1868r. Japonia zaczęła wysyłać do krajów zachodnich swoich posłów. Ich głównym celem i zadaniem była nauka i wymiana kulturowa. Mieli nauczyć się jak zarządzać silnym i nowoczesnym państwem. Uczyli jak działa zachodni przemysł, system pracy i oczywiście administracja. Dla ciekawostki to właśnie w tym okresie powstały największe japońskie firmy takie jak np. Mitsubishi.
Ale dzisiaj o administracji. Właśnie tej jednej rzeczy nauczyli się chyba od złego kraju i nie wiem czemu ale wydaje mi się, że naukę tę otrzymali od Niemców. Ordnung muss sein. Może właśnie dlatego. Niemcy chyba lubią mieć wszystko na papierku. Tak przynajmniej było podczas wojny. Dla jasności nigdy nie miałem do czynienia z niemiecką administracją. Tak jakoś mi się wydaje. Jeśli się mylę to przepraszam bardzo.

Jako, że wprowadziłem się do Japonii jakiś czas temu, musiałem odwiedzić coś jak urząd dzielnicy, w której mieszkam celem zarejestrowania się. Pojechałem tam koło godziny 10 rano, ponieważ popołudniem miałem udać się do szkoły, aby napisać test na podstawie którego byliśmy przydzielani do grup. No i rano spodziewałem się mniejszych kolejek. Do urzędu jechałem z myślą, że muszę tylko wbić pieczątkę z moim adresem zamieszkania. Nic bardziej mylnego, musiałem zrobić jeszcze kilka innych rzeczy o których nie miałem zielonego pojęcia. Na samym początku musiałem wypełnić formularz o zmianie adresu, odebrać numerek i ustawić się w kolejce. Na szczęście pomógł mi w tym pracownik urzędu, który stał tam tylko po to, żeby pomagać takim ludziom jak ja. Widziałem ludzi, którzy wypełnili źle formularz i byli odsyłani do poprawki i jednocześnie na koniec kolejki. Modliłem się, aby mnie to nie spotkało. Odczekałem swoje w kolejce, oddałem formularz i mój japoński dowód. Urzędnik sprawdził, a następnie odesłał mnie do kolejnego okienka i powiedział, że tam odbiorę swój dowód kiedy będzie gotowy. Znowu musiałem czekać, ale godzina była jeszcze młoda więc nie bardzo mi to przeszkadzało. Do tamtego okienka nie trzeba było numerka, więc wywoływali po nazwiskach. To było akurat całkiem zabawne w moim przypadku. Właśnie w tym momencie zaczął się mój koszmar. Urzędnik oddając mi mój dowód powiedział, że teraz mam iść do następnego okienka. Tym razem japoński system emerytalny. Kolejny formularz, czekanie w kolejce i zabawa z urzędnikami siłującymi się z moim imieniem, czy nazwiskiem. Godzina zaczyna robić się późna, a ja obiecałem być w szkole na konkretną godzinę. Oczywiście to nie był finał przygody w urzędzie, bo znowu polecono mi udać się następnego okienka. Tym razem japońskie ubezpieczenie zdrowotne. I tutaj zaczęły się cyrki bo moje imię i nazwisko są za długie. Urzędnik na prawdę nie wiedział co ze mną zrobić, bo skrócić nie można, wszystko musi zachować oficjalny status. Zaproponowałem mu, żeby zamiast pierwszego imienia użyć drugiego, które jest znacznie krótsze. Powiedział, że tak nie można, bo jest wyraźny zakaz użycia drugiego imienia. Ja się spieszę, czas ucieka a ten się drapie w głowę i nie wie co robić, więc znowu proponuję użycie drugiego imienia zamiast pierwszego, mówiąc mu, że w Polsce tak można. Chociaż tak na prawdę nie mam pojęcia czy można. W końcu się zgodził i szybko mnie zarejestrował oraz wydrukował moją kartę z numerem ubezpieczenia. Po dość długiej przygodzie w urzędzie mogłem się udać do szkoły na test, oczywiście bez zjedzenia obiadu i będąc lekko spóźnionym, na co akurat nikt nie zwrócił uwagi.

Podsumowując wszystko zajęło mi kilka dobrych godzin. W każdym okienku formularz do wypełnienia i tona innych papierków do podpisania, przeczytania. Drukowali mi nawet instrukcje po angielsku jak mam wypełniać poszczególne dokumenty. Jak dla mnie to mogliby mieć już gotowe wydrukowane szablony, zamiast drukować za każdym razem kiedy ktoś się pojawi. Nie jestem też jedynym, który narzeka na japońską biurokracje. Nawet mój znajomy Japończyk powiedział "no tak, japońska biurokracja". Cała ta sytuacja przypomniała mi fragment filmu "12 prac Asterixa", w którym obaj bohaterowie musieli udać się do "domu, który czyni szalonym"...

niedziela, 29 maja 2016

W jednej loży z Geiko

Ostatni piątek  nie zapowiadał się być tak epickim jakim był. Pobudka, biegiem do szkoły, test, powrót do domu, obiad a następnie praca. Jednak wieczorem zdarzyło się coś czego nie zapomnę na do końca życia i pewnie taka sytuacja już się nigdy nie powtórzy.
Dzień wcześniej kolega z klasy zaprosił mnie na swoje przyjęcie urodzinowe, które organizował w klubie. Podobno najlepszy klub w Kioto. Powiedział, też że będzie płacił za wszystko. Jako, że jestem osobą, która nie bardzo lubi imprezować w klubach czy w ogóle w nich bywać, był to argument nie do przebicia. Mimo to byłem dosyć sceptycznie nastawiony do zabawy w klubie, ale przecież będę mógł wypić ile tylko będę chciał, to może uda mi się wbić w klubowy rytm.
Pracę skończyłem o 21 a umówieni byliśmy na 22:30. Czasu miałem sporo, jako że pracuję 5 minut pieszo od klubu. Zjadłem szybką kolację w konbini, a potem mały before nad brzegiem Kamo w postaci Strong Zero. Jest to dosyć popularny drink bardziej chyba wśród obcokrajowców. Tańszy  i zarazem dwa razy mocniejszy niż piwo a na lato zaczęli wypuszczać nowe smaki to żal nie spróbować. Dzisiaj wybieram sycylijską pomarańczę.
O 22:30 weszliśmy do klubu a raczej nas tam wprowadzono, bo byliśmy eskortowani przez kilku ludzi z obsługi do naszego stolika inną drogą niż reszta ludzi. David czyli solenizant i sponsor  imprezy wykupił miejsce VIP stąd ta cała szopka na wejściu.  Miejsce dla "uprzywilejowanych" było oddzieloną strefą od głównej sali, w której stały trzy stoliki dla innych ludzi, których stać na taką zabawę oraz nasz prywatny dancefloor. Na wejściu stał nasz osobisty kelner i ochroniarz w jednym. Zamówiliśmy drinki, szampana, wznieśliśmy toast i w momencie jak już część ekipy zbierała się do tańców, wleciała niemalże cała obsługa z tortem i kolejnym szampanem. Miła niespodzianka. Jak mi później David wytłumaczył zna on praktycznie wszystkich z obsługi i większość stałych klientów jako, że on sam jest jednym z nich. Wszyscy wiedzieli, że były to jego urodziny, więc przygotowali mu niespodziankę.  Co jakiś czas manager klubu przynosił nam szoty Jägermeister, na koszt firmy. Tak się dba o klienta w Japonii.
W pewnym momencie zauważyłem, że do naszej loży VIP zmierza Geiko. Ubrana w te wszystkie stroje i ozdoby. W sumie to każdy chyba wie jak wyglądają gejsze. Byłem totalnie zaskoczony! Geiko w klubie?! To mi się nie mieściło w głowie. Owszem widuje się Geiko i Maiko wędrujące po Gion (dzielnica Kioto, Jeśli chcecie spotkać Geiko to właśnie tam się wybierzcie, najlepiej jakoś tak po 18 bo wtedy zaczynają swoją pracę), ale w klubie?! To nie ma żadnego związku z tradycją przecież. No ale jak klient płaci to wymaga. Tym klientem był oczywiście jeden ze stałych klientów  klubu i jednocześnie dobry znajomy Davida. Widząc go nasz solenizant powiedział, że chce się z nim napić szampana, więc pomogłem mu rozlać szampana do kieliszków i razem podeszliśmy do niego ( i do niej!). Grzecznie się przywitaliśmy, chociaż to wszystko było zbędne bo obaj się znają, rozdaliśmy szampana, szybkie życzenie urodzinowe w czasie których Geiko nakleiła na nas jakieś naklejki i toast. Następnie wróciliśmy do naszych, by bawić się dalej.
To była tylko krótka chwila, ale być w stanie wypić jeden kieliszek szampana w towarzystwie Geiko był i nadal jest czymś bardzo ekscytującym. Oczywiście przez prawie całą noc bawiliśmy się w tym samym miejscu co ona i byliśmy na tzw. wyciągnięcie ręki, ale to nie my za nią płaciliśmy, więc jakikolwiek  dłuższy kontakt, czy nawet próba zrobienia sobie zdjęcia byłaby nie na miejscu.
Po imprezie David powiedział, że koleś który przyszedł razem z Geiko to były sekretarz jakiegoś senatora. Gość ze świata polityki, nic więc dziwnego, że stać go było na takie przyjemności.
A widoku skaczącej i balującej Geiko w rytm muzyki klubowej nie zapomnę do końca życia.
Dzięki David!





Naklejka podarowana przez Geiko.