Po Restauracji Meiji w 1868r. Japonia zaczęła wysyłać do krajów zachodnich swoich posłów. Ich głównym celem i zadaniem była nauka i wymiana kulturowa. Mieli nauczyć się jak zarządzać silnym i nowoczesnym państwem. Uczyli jak działa zachodni przemysł, system pracy i oczywiście administracja. Dla ciekawostki to właśnie w tym okresie powstały największe japońskie firmy takie jak np. Mitsubishi.
Ale dzisiaj o administracji. Właśnie tej jednej rzeczy nauczyli się chyba od złego kraju i nie wiem czemu ale wydaje mi się, że naukę tę otrzymali od Niemców. Ordnung muss sein. Może właśnie dlatego. Niemcy chyba lubią mieć wszystko na papierku. Tak przynajmniej było podczas wojny. Dla jasności nigdy nie miałem do czynienia z niemiecką administracją. Tak jakoś mi się wydaje. Jeśli się mylę to przepraszam bardzo.
Jako, że wprowadziłem się do Japonii jakiś czas temu, musiałem odwiedzić coś jak urząd dzielnicy, w której mieszkam celem zarejestrowania się. Pojechałem tam koło godziny 10 rano, ponieważ popołudniem miałem udać się do szkoły, aby napisać test na podstawie którego byliśmy przydzielani do grup. No i rano spodziewałem się mniejszych kolejek. Do urzędu jechałem z myślą, że muszę tylko wbić pieczątkę z moim adresem zamieszkania. Nic bardziej mylnego, musiałem zrobić jeszcze kilka innych rzeczy o których nie miałem zielonego pojęcia. Na samym początku musiałem wypełnić formularz o zmianie adresu, odebrać numerek i ustawić się w kolejce. Na szczęście pomógł mi w tym pracownik urzędu, który stał tam tylko po to, żeby pomagać takim ludziom jak ja. Widziałem ludzi, którzy wypełnili źle formularz i byli odsyłani do poprawki i jednocześnie na koniec kolejki. Modliłem się, aby mnie to nie spotkało. Odczekałem swoje w kolejce, oddałem formularz i mój japoński dowód. Urzędnik sprawdził, a następnie odesłał mnie do kolejnego okienka i powiedział, że tam odbiorę swój dowód kiedy będzie gotowy. Znowu musiałem czekać, ale godzina była jeszcze młoda więc nie bardzo mi to przeszkadzało. Do tamtego okienka nie trzeba było numerka, więc wywoływali po nazwiskach. To było akurat całkiem zabawne w moim przypadku. Właśnie w tym momencie zaczął się mój koszmar. Urzędnik oddając mi mój dowód powiedział, że teraz mam iść do następnego okienka. Tym razem japoński system emerytalny. Kolejny formularz, czekanie w kolejce i zabawa z urzędnikami siłującymi się z moim imieniem, czy nazwiskiem. Godzina zaczyna robić się późna, a ja obiecałem być w szkole na konkretną godzinę. Oczywiście to nie był finał przygody w urzędzie, bo znowu polecono mi udać się następnego okienka. Tym razem japońskie ubezpieczenie zdrowotne. I tutaj zaczęły się cyrki bo moje imię i nazwisko są za długie. Urzędnik na prawdę nie wiedział co ze mną zrobić, bo skrócić nie można, wszystko musi zachować oficjalny status. Zaproponowałem mu, żeby zamiast pierwszego imienia użyć drugiego, które jest znacznie krótsze. Powiedział, że tak nie można, bo jest wyraźny zakaz użycia drugiego imienia. Ja się spieszę, czas ucieka a ten się drapie w głowę i nie wie co robić, więc znowu proponuję użycie drugiego imienia zamiast pierwszego, mówiąc mu, że w Polsce tak można. Chociaż tak na prawdę nie mam pojęcia czy można. W końcu się zgodził i szybko mnie zarejestrował oraz wydrukował moją kartę z numerem ubezpieczenia. Po dość długiej przygodzie w urzędzie mogłem się udać do szkoły na test, oczywiście bez zjedzenia obiadu i będąc lekko spóźnionym, na co akurat nikt nie zwrócił uwagi.
Podsumowując wszystko zajęło mi kilka dobrych godzin. W każdym okienku formularz do wypełnienia i tona innych papierków do podpisania, przeczytania. Drukowali mi nawet instrukcje po angielsku jak mam wypełniać poszczególne dokumenty. Jak dla mnie to mogliby mieć już gotowe wydrukowane szablony, zamiast drukować za każdym razem kiedy ktoś się pojawi. Nie jestem też jedynym, który narzeka na japońską biurokracje. Nawet mój znajomy Japończyk powiedział "no tak, japońska biurokracja". Cała ta sytuacja przypomniała mi fragment filmu "12 prac Asterixa", w którym obaj bohaterowie musieli udać się do "domu, który czyni szalonym"...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńBiurokracja,po angielsku tzw. red tape,zbiór przepisów wymyślonych przez urzędników aby uzasadnić swoje istnienie☺Jak widać nie jest to tylko polska specjalność.
OdpowiedzUsuńtego nie wiedziałem :D dzięki za lekcje!
UsuńMam nadzieję, że już więcej nie będę musiał przeżywać takich katorgi