Pokazywanie postów oznaczonych etykietą praca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą praca. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 26 czerwca 2016

Toyohashi

Toyohashi, miasto położone na północ od Kioto w prefekturze Aichi nad brzegiem oceanu. Można powiedzieć, że jest to japońska prowincja, bo jak na tutejsze warunki mimo, że miasto jest mniej więcej wielkości Poznania to uważane jest bardziej za miasteczko. Nie jest to turystyczne miasto, więc nadal można spotkać się ze zdziwieniem i niedowierzaniem ze strony Japończyków na widok białego, co zawsze jest ciekawym doświadczeniem. Mieszkańcy tego miasta mówią bardziej zrozumiałą wersją japońskiego dla mnie co znacznie ułatwia komunikacje. W Kioto wszyscy używają dialektu Kansai co czasem może sprawiać problem. Jednak dialekt Kansai nie jest tak hardcorowy jak dialekt z Okinawy, którego w ogóle nie rozumiem i dla mnie jest jak zupełnie inny język. To jest chyba największy problem studentów japonistyki. Uczysz się przez kilka lat języka japońskiego i okazuję się że tak na prawdę rozumiesz w pełni tylko ludzi z Tokio i okolic.

Wracając do tematu. Do Toyohashi pojechałem odwiedzić mojego kolegę ze studiów a raczej powinienem powiedzieć senpaia, który aktualnie tam mieszka i pracuje. Jego firma to zwykła agencja pracy, która specjalizuje się w ściąganiu obcokrajowców do pracy w Japonii. Oficjalnie byłem zaproszony przez firmę na rozmowę o pracę, ale tak na prawdę dla mnie był to pretekst do spotkania się kumplem, z którym nie widziałem się już kawałek czasu i napicia się. Transport zapewniała firma, jako że oficjalnie jechałem na rozmowę kwalifikacyjną. W sumie tylko dlatego się zdecydowałem, w innym wypadku nie miałbym tyle pieniędzy, żeby tam pojechać. W niedzielę po godzinie 22 kiedy skończyłem pracę wsiedliśmy w samochód i pojechaliśmy do Toyohashi. Po przyjeździe szybki browarek i spać, bo następnego dnia miałem mieć rozmowę kwalifikacyjną. Nie bardzo mi i tak na niej zależało, jako że mój główny cel wycieczki był nieco inny. Poniedziałek rano pobudka, kawa i do samochodu. Na miejscu okazało się, że czeka na nas kilku przedstawicieli firmy i bus z kierowcą. W tym momencie okazało się, że zamiast standardowego przesłuchania, będę miał wycieczkę po wszystkich restauracjach jakie tamta firma posiada a trochę ich jest... W każdej restauracji, manager opowiadał nam o dosłownie wszystkim. Dowiedziałem się nie tylko jak te restauracje funkcjonują ale ile też zarabiają. Zobaczyłem też każdą kuchnie jak wyglądają i jak pracują w nich ludzie, jakich sprzętów używają. wycieczka trwała prawie cały dzień. Na szczęście w jednej restauracji, w której serwują sushi miałem szansę najpierw nauczyć się jak się je robi i zrobić kilka samemu a później razem ze wszystkimi zjeść. Oczywiście wszystko nadal na koszt firmy. Moi przewodnicy nie chwalili mnie, że sushi które zrobiłem wygląda bardzo dobrze i nie chcieli mi uwierzyć, że robiłem to pierwszy raz a ja jako polaczek nie chciałem im uwierzyć w te pochwały. Mniejsza z pochwałami, najważniejsze dla mnie było to że w końcu mogłem coś zjeść bo po całym dniu takiego zwiedzania byłem już na prawdę głodny. Na samym końcu odwiedziłem plac budowy, gdzie powstaje nowe biuro i główna kuchnia, która ma zaopatrywać restauracje w półprodukty. Kiedy wycieczka dobiegła końca myślałem, że już będzie po wszystkim, ale nie... Kolejny punkt programu to obejrzenie prezentacji multimedialnej firmy o tym jak wygląda teraz i jakie są plany na przyszłość. Muszę przyznać, że mają dosyć ambitne plany bo w ciągu najbliższych 4 lat chcą otworzyć coś koło 30 nowych restauracji. Po obejrzeniu filmiku o firmie, przyszedł sam prezes i właściciel firmy, aby zrobić "krótką" przemowę. Nie mówił nic konkretnego o firmie, ale to dobrze bo znowu słychać tego samego... Zrobił coś w stylu mowy motywacyjnej. Czułem się jak na spotkaniu FM Group, przy całym szacunku do nich. Ludzie, którzy mnie znają wiedza, że takie gadki na mnie nie działają i jednocześnie bawią. Możliwe, że to przez to, że lubię wszystko kwestionować. Prezes skończył swoje przemówienie i już miał być koniec wycieczki, kiedy to na ostatni punkt programu przewidziano pokazanie mi bloku mieszkalnego, należącego do firmy. Muszę przyznać, że całkiem dobre mieszkania i w dobrej cenie. Koniec. Nareszcie. Jedziemy z kumplem na ramen, chwila odpoczynku i na miasto się napić. Taki był plan. Prezes postanowił, ten plan nieco zmienić. Podczas gdy jedliśmy ramen dostaliśmy wiadomość, że chce się spotkać z nami w jednej z jego restauracji po to aby wspólnie coś zjeść i się napić, więc jedziemy. Na miejscu byli wszyscy, najważniejsi przedstawiciele firmy i my. Ważne jest kto gdzie siedzi. Podczas kolacji, rozmowy już bardziej luźne ale nadal w okolicach bieznesu jakiego mieliśmy dobić. Popijawa z prezesem skończyła się koło godziny 21, tak więc cały dzień zleciał, nawet nie wiem kiedy...
Do wycieczki dostałem pełno ulotek i folderów odnośnie każdej restauracji i firmy ogólnie oraz gadżet w postaci ręczniczka z tak mi się wydaje hasłem firmy, które po przetłumaczeniu da nam dobrze znane "nie ma rzeczy niemożliwych".

Niestety nie potrafię powiedzieć nic więcej na temat samego miasta, ponieważ cały dzień wyglądał trochę inaczej niż to sobie wyobrażałem. Potraktowana mnie jak potencjalnego partnera biznesowego a nie zwykłego pracownika. Jeśli ktoś będzie kiedyś miał w planach robić interesy z Japończykami to tak to właśnie wygląda. Tak się robi biznes w Japonii.
Na koniec dnia dostałem ofertę pracy. Bardzo korzystną. Po dłuższym przemyśleniu sprawy postanowiłem ją przyjąć. Wczoraj wysłałem wszystkie niezbędne dokumenty do firmy. Teraz musimy (ja i firma) czekać na decyzję urzędu imigracyjnego na przyznanie dla mnie nowej wizy. Już nie studenckiej a pracowniczej. Jak tylko ja dostanę to rzucam szkołę i przeprowadzam się do Toyohashi. Czyżby koniec biedy?




Sushi, które zrobiłem a następnie zjadłem

czwartek, 26 maja 2016

Praca

Jako, że biedny ze mnie student, to musiałem znaleźć pracę i to jak najszybciej. Niestety nie jestem na żadnej wymianie czy stypendium. Na wszystko musiałem sam zarobić i na swoje dalsze utrzymanie też muszę zarobić. Znalezienie pracy dorywczej (jap. バイト - baito) nie jest trudnym zadaniem. Jest tego tak wiele, że śmiało można przebierać w ofertach. Sposobów na znalezienie zatrudnienia jest wiele, ja opiszę metody z których ja korzystałem.

Pierwszą opcją z jakiej skorzystałem było pójście do do biura pracy Hello Work. Jest to rządowa agencja pracy dla Japończyków i cudzoziemców. W Kioto oddział, który przyjmuje cudzoziemców znajduje się w sąsiedztwie stacji Kioto i sklepu Bic Camera. Jeśli nie znacie japońskiego to najlepiej szukać pracy właśnie tam. Pracownicy tego biura mówią po angielsku, jednak zachęcają do nauki japońskiego, ponieważ daje to o wiele większe możliwości zatrudnienia. Moi znajomi ze szkoły, którzy nie znali japońskiego w momencie ich przyjazdu, mówili że znalezienie pracy jest praktycznie niemożliwe bez znajomości języka. Ciężko mi w to uwierzyć, ale kto wie.
Jeśli decydujemy się na tę opcję to trzeba osobiście udać się do biura. Za pierwszym razem trzeba się zarejestrować tzn. wypełnić prosty formularz. Następnie otrzymamy swoją kartę Hello Work i możemy iść na rozmowę z agentem. Podczas rozmowy agent pyta nas o to gdzie chcielibyśmy pracować, na jakim stanowisku i w jakich godzinach. Po krótkiej rozmowie przedstawia nam kilka ofert pracy i zaleca wybranie jednej. Jak już się zdecydujemy to dzwoni do miejsca pracy i umawia nas na rozmowę kwalifikacyjną. Na końcu daje nam potrzebne dokumenty, które należy zabrać ze sobą i życzy nam powodzenia.
Opcja bardzo prosta i wygodna. Ja w ten sposób znalazłem swoją pierwszą pracę już w kilka dni po przylocie. Jedyna wada jaka mi się nasuwa na myśl to ta, że trzeba się tam wybrać, a niestety mieszkam w dosyć sporej odległości od biura.

Kolejna opcja to różnego rodzaju strony internetowe i aplikacje na telefon, których użyłem do znalezienia drugiej i trzeciej pracy. Daje Wam to możliwość przeszukania ogromnej ilości ogłoszeń osobiście i wybór gdzie się zgłosicie zależy już tylko od Was. W przypadku Hello Work agent przedstawia Wam tylko kilka ofert. Oczywiście pyta czy szukać dalej, ale jakoś tak chyba nie wypada być wybrednym. Szukanie pracy na stronie i w aplikacji wygląda tak samo.
Strona internetowa z jakiej korzystałem to Town Work. Jest to jednak strona z ofertami tylko w regionie Kansai. Tak mi się wydaje. Możecie szukać tam pracy głównie dorywczej, ale i też na pełen etat. Znalezienie tam zatrudnienia jest jeszcze prostsze, wystarczy mieć dostęp do internetu. Sposobów na przeszukiwanie ogłoszeń jest kilka, można szukać ofert w pobliżu konkretnej stacji metra, dzielnicy w której mieszkamy albo po prostu po kategoriach. Ja szukałem według konkretnej kategorii, ponieważ chciałem znaleźć pracę na kuchni jako, że mam w tym pewne doświadczenie.
Jeśli już znajdziemy ofertę, która nas interesuje wystarczy wysłać krótki formularz z naszymi podstawowymi danymi. Nie jest wymagana rejestracja na tym portalu.
Znalezienie pracy w ten sposób jest bardzo szybkie. Swoją drugą pracę znalazłem dzięki Town Work. Jednego ranka wysłałem aplikacje i jeszcze tego samego dnia wieczorem szedłem na rozmowę kwalifikacyjną a drugiego już tam pracowałem.
Aplikacji do szukania pracy jest tak wiele, że ciężko mi określić ile tego może być na prawdę. Wczoraj odkryłem, że Line (taki azjatycki komunikator. W mojej opinii najlepszy jaki dotąd miałem) posiada opcję szukania pracy dorywczej. Osobiście skorzystałem z aplikacji フロムエー ( From A ), w ikonce ma pandę trzymającą transparent z napisem "From A Navi". Działa na takiej samej zasadzie jak Town Work. Szukamy oferty i wysyłamy formularz.
Po wysłaniu formularza, czekamy na telefon lub maila od pracodawcy. Z własnego doświadczenia wiem, że zawsze ktoś zadzwoni, a jeśli nie odbierzecie to później ( to już mniej pewne ) wysyłają maila. Ile bym nie wysłał tych formularzy zawsze do mnie dzwonili, dlatego później zacząłem wysyłać jedną albo dwie aplikacje dziennie, żeby być pewnym z kim rozmawiam i gdzie później mam się udać na ewentualną rozmowę.
Te dwie opcje są chyba najprostsze z możliwych, dają duży wybór ofert i działają bardzo szybko. Jednak dla większej pewności lepiej posiadać japoński numer telefonu.

Podsumowując, metody które tutaj opisałem są według mnie najlepsze. Jest jeszcze jedna opcja, czyli roznoszenie CV wszędzie tam gdzie widzimy ogłoszenie. Nie korzystałem z niej, bo jestem leniwy i ta opcja jest najmniej wygodna. Po za tym w Japonii CV musi być odręcznie napisane i ze zdjęciem. Szablony CV można kupić w sklepie, wystarczy je tylko później wypełnić i nakleić zdjęcie. Zdjęcie to też nie problem. Na wielu stacjach metra są budki do robienia zdjęć ze specjalną opcją zdjęć do CV. Koszt to jakieś 800 yenów za 9 zdjęć.
Czemu mam dwie prace? Jak napisałem wcześniej utrzymuję się sam. Studencka wiza zezwala mi na pracę w wymiarze 28 godzin tygodniowo i tyle też potrzebuję, żeby się na spokojnie utrzymać. Jednak znalezienie takiej pracy było trudnym zadaniem. Nie mówię, że jest to niemożliwe, ale ja chciałem konkretną pracę i stąd może ten problem.
Na koniec jeszcze jedna ważna rzecz, w wielu japońskich firmach wypłata przychodzi z miesięcznym opóźnieniem, tzn. pracę zacząłem na początku maja, więc moja pierwsza wypłata będzie na koniec czerwca. Nie wszędzie tak jest, ale jeśli ktoś jak ja przyjedzie tutaj bez żadnego wsparcia finansowego, to lepiej mieć pieniądze na przeżycie pierwszych 2 lub 3 miesięcy. Dla własnego bezpieczeństwa oczywiście.
Powodzenia!